Artykuł "Spotkanie z nieznającą uczuć Rei", Artykuł "Projekt techniczny, Charakterystyka Misato Katsuragi, "Love Antique" opisem "miłości" Shina i Asuki, Re-Take, Wywiad z Yoshiyuki Sadamoto cz. 1., Wywiad z Yoshiyuki Sadamoto cz. 2., Artykuł "Zanim powiesz smacznego", Japoński dubbing, Artykuł "Wyrazy głębokiego szacunku dla dwóch Shinjich", Artykuł "Co takiego chcemy stworzyć?",
Anioły, Info podstawowe
Nie miałam pojęcia, że chłopak może być tak... wrażliwy. Ale to może ja jestem taka nieczuła... Bo nigdy nie płakałam, ani nie byłam bardzo zdołowana, że skończyły się kolonie (lub coś tego typu), na których poznałam tylu fajnych ludzi. Oczywiście, było mi smutno, że nie spotkam ich w najbliższym czasie. Ale cieszyłam się, że mogłam ich poznać i to było dla mnie najważniejsze.
Ostatnio inny problem zaprząta mi głowę, co w pewnym sensie mnie cieszy, bo mam świadomość, że mój świat nie kończy się na Alexisie.
Problemy rodzinne. Nienawidzę tego. Po prostu mdli mnie na samą myśl, jak bardzo można krzywdzić własnych członków rodziny. Ale tak jest. I nic nie mogę teraz z tym zrobić. Moja wyuczona od małego poza dyplomaty nic nie dała. Niekiedy nawet myślę, że te ciągłe konflikty między rodzicami są spowodowane moją osobą - moim zachowanie, niepotrzebnym komentarzem lub czymś jeszcze innym. Ale od razu odpędzam te myśli od siebie. Gdyby to była moja wina, "breakdown" w ich relacjach nie trwałby tak długo. To oni prowokują kłótnie. A ja nie potrafię już nad tym zapanować - nie umiem ich powstrzymać, zamienić niezręcznych sytuacji w żart, pilnować by nie robili rzeczy, które najczęściej są powodem kryzysów. Nie kontoluję już tego! Nie potrafię! To zaszło za daleko...
Ale nie chcę ich stracić, nie chcę wybierać za kim się wstawię, nie chcę ich krzywdzić - ale niekiedy sami mnie do tego zmuszają, wciągając mnie do swojej bitwy. Próbuję być neutralna... I niech tak zostanie...
A.K.
Tyle, ile zdażyło się przez ostatnie kilka dni, wprowadziło mnie w skrajne uczucia - od wielkiej radości do głębokiego załamania. To umacnia mnie w przekonaniu, że jestem bardzo wrażliwa i nie potrafię zachować zimnej krwi.
Próbuję zmienić się nie tylko zewnętrzenie, ale i duchowo. Od jakiegoś czasu spędzam czas na "medytacji", co polega na "rozmowie" z Bogiem i rozmyślaniu nad tym, co do tej pory zrobiłam i co chcę jeszcze osiągnąć. Niekiedy jednak medytacja nie przynosi zamierzonych skutków i czuję się trochę beznadziejnie.
To jednak zmienia się od razu, gdy tylko słyszę głos Alexisa, który dzwoni na moją komórkę (szok! ile to musi kosztować!?) lub gdy mam szansę pogadać z nim przez msn. Wtedy serce bije mi tak szybko, jakbym zakończyła maraton. I oczywiście poprawia mi się humor.
A.K.
Nażaliłam się, najęczałam, a efekt jest taki, że wprowadzam ludzi w zły nastrój...
Od razu mówię! Już mi przeszło!
Alexis nadal ze mną rozmawia, nawet zwierzył mi się, że się zakochał w koleżance z klasy... Byłam przybita, bo nie dość że taki zawód mnie spotkał, to jeszcze nie wiedziałam jak ta dziewczyna wygląda. Wczoraj jednak miałam bardzo dobry dzień i spokojnie sprawdziłam na Facebooku, czy Alexis czasami nie ma zdjęć Mariane. NO i miał xD
Hmmm... Taaa... No ładna i wygląda na miłą dziewczyną, taką "z sąsiedztwa". Może jest lepsza ode mnie. Jeśli nawet to nie przejmuję się tym :D Najważniejsze, że nadal mam kontakt z Alexisem i miałam się komu wyżalić, gdy powiedział, że przyjedzie do mnie z Mariane i swoją mamą.
Przez majowy weekend siedziałam w Wieruszowie u rodziców. Akurat taty nie było, więc skorzystałam z okazji i włączyłam komputer. Właśnie wtedy dowiedziałam się o tym "cudnym" planie. Szybko urwałam rozmowę i opowiedziałam całą sytuację mamie. Dzięki Bogu, ona ma głowę na karku i spokojnie powiedziała: "Ania, a ile miał dziewczyn przez ten czas jak się znacie?" I w tym momencie mnie oświeciło! Nie powinnam się przejmować, skoro może by przyjechał za 2-3 lata, a w ciągu 3 miesięcy miał 3 dziewczyny xD No to jest pocieszenie.
Wczoraj okazało się, że Poczta Polska jest całkiem sprawna ;P niecałe 2 tygodnie i list z Łodzi dotarł do Conception :) Niestety piercing nie pasuje, ale powiedział, że nic nie szkodzi i zachowa sobie go jako pamiątkę :)
Ah i jeszcze z Birgerem i Quy gadałam po niemiecku!! xD Zawsze piszę z nimi po angielsku, ale dałam radę xD jestem z siebie taka dumna! :)
A.K.
Życie jest takie nieprzewidywalne...
Wczoraj do 2 w nocy rozmawiałam z Alexisem. Cieszyłam się każdą chwilą wypełnioną jego głosem, każdym uśmiechem, który widziałam na jego twarzy, każdym zdaniem, które dawało mi nadzieję, że możemy być razem...
Dzisiaj - z niedoborem snu (spałam tylko 4 godziny), lekko uzależniona od kofeiny (na przemian piję kawę i energy drinki), opierdolona najpierw przez mamę, 2 godziny później przez ojca, za wyniki w szkole i moje nieuctwo, z bolącą ręką (ślady po nożyczkach i igle...) i świadomością, że jutro czeka mnie duży sprawdzian z historii.
Jak szybko straciłam wczorajszą radość z życia.
Bardzo mi to przeszkadza... Chyba się odzwyczaiłam od lekkiej depresji i codziennego płakania. Dawno się tak źle nie czułam. Potrzebuję... źródła radości! Chcę znowu poczuć się piękna, warta czyjejś... nie... JEGO uwagi! Chcę być potrzebna! Mieć poczucie, że jest się nieodzownym elementem czegoś dużego, że jeszcze coś dobrego czeka mnie w życiu, że komuś na mnie zależy...
Wiem, że nie można mieć wszystkiego. Jednak proszę Boga o pomoc. Mam nadzieję, że mnie wysłucha. I spełni moje marzenie.
A.K.
| Lay & html by
Ania|